R O Z D Z I A Ł 1 CZ.1/2
Sophie przyszła do mnie tak o szóstej piętnaście. Nie było to dla mnie wcześnie. Nigdy nie spałam dłużej niż do ósmej, po prostu taka już byłam. Gadałyśmy o różnych rzeczach, aż w końcu temat zbiegł na Evila.
- Pamiętaj, masz się zawsze jego słuchać, bo może ci zrobić krzywdę. - rzekła poważnym tonem na co przeleciały mnie lekkie ciarki. Ciekawa byłam jak długo tu wytrzymam...
Kilka godzin później
Siedziałam na moim łóżku czytając jedną z części Sagi ,,Zmierzchu''. Czytałam to już po raz setny, ale ta książka zawsze bardzo mnie wciągała. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Cześć. Mogę wejść? - uniosłam głowę odrywając się przy tym od niesamowicie ciekawej powieści. Gdy zobaczyłam kto stoi w drzwiach moje tętno przyśpieszyło.
- J-jasne. - odparłam i kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Chłopak podszedł do mnie i zajął miejsce obok mnie. Odłożyłam książkę na swoją etażerkę, która zrobiona była z ciemnego drewna i miała gdzieniegdzie złote wykończenia. Niepewnie spojrzałam się na niego, a on na mnie. Przejechał swoją szorstką i zimną ręką po moim policzku.
- Jesteś taka piękna. Mogę cię pocałować? - spytał.
- Oczywiście, że tak. Nawet nie wiem dlaczego o to pytasz. Jestem twoją własnością, więc możesz robić ze mną co tylko chcesz. - rzekłam, na co on osłupiał. W jego oczach dostrzegłam smutek, ale też i złość.
- Sophie ci tak powiedziała? - jego głos się podniósł.
- N-nie...
- Nie kłam! - rzekł i wybiegł z mojego pokoju. Przerażona podniosłam się i poszłam za nim. Z kuchni usłyszałam przeraźliwy krzyk. Szybko tam pobiegłam i zobaczyłam jego, jak trzymał w ręku pistolet i próbował już strzelić w Sophie. Ścisnęłam jego nadgarstek.
- Nie rób tego, błagam. - wyszeptałam, na co on upuścił pistolet na podłogę i wybiegł z pomieszczenia. Przytuliłam do siebie leżącą na podłodze zapłakaną dziewczynę.
- Przepraszam. Masz przeze mnie same problemy. - rzekłam gładząc jej włosy.
Następny dzień
Siedziałam na skórzanej kanapie koło Sophie i słuchałam opowieści o tym, jaki ten świat jest cudowny, jak to fajnie jest chodzić na studia. Zazdrościłam jej tego, że była wolna, że mimo iż musiała usługiwać Evilowi, to chociaż zawsze mogła sobie wyjść na zakupy i na studia. Ja nigdy tak nie będę mogła... Nawet nie będę mogła wyjść na zakupy, ani nic.
- Rose, o czym tak myślisz? - wyrwała mnie z zamyśleń blondynka - Widzę, że coś cię gryzie. Powiedz mi.
- Ehhh... Nieważne. - powiedziałam stanowczym tonem, na co ona spojrzała się na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Muszę iść. Zaraz mam wykłady. Cześć. - rzuciła i wyszła z pomieszczenia. Zostałam sama w towarzystwie nudy. Zresztą już nie pierwszy raz mi się to trafiło. Usłyszałam pukanie do drzwi. W drzwiach stał Evil. Widać było po jego mocno opalonej twarzy, że jest bardzo niewyspany.
- Mogę wejść? - spytał, na co ja kiwnęłam głową. Chłopak podszedł do mnie i zajął miejsce obok mnie - Chciałem cię przeprosić za to, co widziałaś wczoraj.
- Nie masz za co przepraszać. - wybąkałam, bo nie wiedziałam co zrobi jak mu nie wybaczę. Pewnie by mnie uderzył, albo co gorsza zabił. Spojrzałam w jego stronę i dostrzegłam, że ma bardzo piękny uśmiech. Był w ogóle bardzo przystojny i z pewnością uwiódł już niejedną kobietę.
- Dziś wychodzimy do restauracji. - powiedział stanowczym tonem - Nie chcę słyszeć odmowy. Muszę ci jakoś wynagrodzić to, że cały czas siedzisz w domu. - oznajmił.
PARĘ GODZIN PÓŹNIEJ
Sophie nareszcie wróciła. Gdy powiedziałam jej co Evil zaplanował, szybko zaczęła mnie przygotowywać. Lokówka, kosmetyczka, wszystkie sukienki z mojej szafy wylądowały na podłodze. Zaczęły się (mimo moich protestów) przymiarki, makijaż i tak dalej. Miałam tego serdecznie dosyć. Po dwóch godzinach różnych przymiarek, nareszcie wybrałyśmy godny strój na ''randkę''. W jego skład wchodził różowy sweterek, zwykła biała bokserka i długa różowa spódnica. Uczesana byłam w niedbałego koczka. Czekałam, aż Evil po mnie przyjdzie, bo nawet nie powiedział mi o której ma po mnie przyjść. O równej siedemnastej usłyszałam głośne kroki. Chłopak wszedł do mojego pokoju. Podszedł do mnie i uśmiechnąwszy się wziął mnie za rękę. Wyszliśmy na dwór i wsiedliśmy do białej, terenowej Hondy*.
***
Przepraszam, że tak krótko, ale o osiemnastej wróciłam z wycieczki i wzięłam się za rozdział.